|
O bliskich spotkaniach trzeciego stopnia
niedziela, 01 kwietnia 2007
Kult Papieża
1. "W poniedziałek, 2 kwietnia, przypada druga rocznica śmierci papieża Jana Pawła II (1920-2005). Obchodom rocznicy będą towarzyszyły nie tylko msze św. i modlitwy w intencji jego rychłej beatyfikacji i kanonizacji, ale także liczne sympozja, koncerty, marsze pamięci, wystawy oraz pielgrzymki do grobu Jana Pawła II w Rzymie." 2. "Prezydent Warszawy, (...) zapowiedziała (...), że władze miasta planują upamiętnić osobę Jana Pawła II na stołecznym pl. J. Piłsudskiego. Zdaniem prezydent najlepszą formą upamiętnienia byłby specjalnie zaprojektowany krzyż." 3. "W poniedziałek 2 kwietnia 2007 roku, w drugą rocznicę śmierci Jana Pawła II, delegacja złoży wieniec kwiatów pod pomnikiem tego wielkiego Polaka. Wszystkich zainteresowanych, chcących oddać hołd zmarłemu, zapraszamy na godzinę 17 (...)" itp. itd. etc. ... Co za debilizm. Umarł papież, to teraz jeden z drugim się wyprzedzają w okazywaniu cierpienia spowodowanego tą wielką stratą. Przekrzykują się młoty siłą milczenia, a jak ktoś się odezwie, to mu dojebią za brak szacunku. Wysyłają na gg jakieś żenujące łańcuszki szczęścia, palą świeczki i pieprzą trzy po trzy bez ładu i składu. Se barany nowe święto zrobili. Chuj z papieżem, grunt to poprawić obrót pieniądza... Bando bezmózgów! Hołdu Papieżowi nie złożycie kwiatami, modlitwami, zlotami, milczeniami, koncertami, marszami, ani żadnymi krzyżami (nawet specjalnie zaprojektowanymi). To wszystko jest gówno warte. Czy Papież chciałby festynów na swoją cześć? Jeśli faktycznie tak go kochaliście i uważacie za taki autorytet, to zamiast całej tej maskarady lepiej zacznijcie w końcu słuchać jego nauk i żyć zgodnie z nimi. Osobiście, podobnie jak większość z Was, nauki Papieża mam w dupie. Wyznaję nazizm i satanizm.
poniedziałek, 12 marca 2007
Nowe młode szczury
Synkretyczna mieszanka nowoczesnych i modnych stylów życia, sposobów myślenia. Antyrasiści, ekolodzy, filozofkowie, antyglobaliści, feminiści, buddyści, rastafarianie, podziemni artyści, nowi anarchiści, różnej maści wegetarianie. Dzięki przewadze nad innymi, tj. ochranianiu ziemi, zwierząt, walce o prawa kobiet i mniejszości, odrzuceniu zacofanego katolicyzmu, wrażliwości i refleksyjności, są "lepsi" od innych. Tacy fajni i poprawni. Do wszystkich im z góry. Zawsze, przy tym, dbają o swój good looking (to najważniejsze) i z pogardą, bez tolerancji patrzą na osoby spoza towarzystwa. Po pracy i zajęciach na trzech kierunkach, lansują się na ściance, medytacjach lub kursie gry na djembe. Noszą odmiany glanów, dredy lub w połowie krótkie, w połowie długie włosy, płaszcze wojskowe, elementy w barwach Etiopii, estetyczne tatuaże, kolczyki w brwiach, nosach, brodach lub językach. Biedy nie klepią. Świetnie ustawione życie. Pieniądze na wynalazki, zbilansowaną, "zdrową żywność", wycieczki po świecie i ciągłe zabawy. Własne mieszkania, często kilka, z czego nieużywane wynajmują za krocie. Pustość szczurów można zaobserwować. Są cholernie nieautentyczni. Udają takich wspaniałych, ale zwykle ich walka o lepszy świat ogranicza się do pozorów; np. udziału w "manifach". Wesprą Cię, jeśli znajomość i dług wdzięczności teoretycznie mogą się kiedyś opłacić. Na co dzień pomagają tylko delfinom, dzieciom z Mali i arabskim kobietom. Na swoje podwórko czasu nie mają; zresztą otoczenie jest złe, nie tak jak Ci w Tybecie. Szurze mordki nigdy i dla nikogo nie ryzykują utraty pozycji lub dóbr materialnych. W dzikim dążeniu do autentyczności idą zgodnie z tym, co jest na czasie. Kompletny przerost formy nad treścią. Sami, nie mając nic do powiedzenia, parafrazują myśli i słowa autorytetów. Jeśli powiedzenie danej rzeczy może, w ostatecznym rozrachunku, im zaszkodzić, milczą. Pokazują się jako niezwykle twórczy, ale nic nowego nie tworzą. Nigdy nie wychodzą dalej, niż zezwala na to poprawność polityczna. Artyzmu w nich tyle, co w babie sprzedającej tulipany. Szczurstwo uwielbia się mądrzyć. Czytają wzniosłe książki, których nie rozumieją, o filozofii, sztuce, kulturze, potem paplają z pamięci, z poważną miną cytując wyjątki. Czas, kiedy mieszane przez szczury style były buntem przeminął. Teraz stanowią nie tylko część kultury, ale jej top; kto jest inny, jest kiepski. Niestety do bycia oryginalnym i autentycznym sama forma to za mało. Dobrą cechą młodych szczurów jest fakt, że negatywnie nastawione do życia jednostki mają na kim wyładowywać swoje frustracje.
niedziela, 11 marca 2007
Honorowe krwiodawstwo
Oddaję honorowo krew. Jedynym minusem jest dla mnie lęk, że mnie czymś zarażą. Wiem, że procedura jest bardzo szczegółowa i teoretycznie zakażenie nie wchodzi w grę. Obawiam się jednak lekarzy ignorantów, pomyłek, że wezmą używaną igłę. Głupio dla szlachetnego celu złapać AIDSa, albo inne świństwo. W necie krąży wiele innych, niż ryzyko zarażenia, plotek dotyczących ciemnych stron oddawania krwi. Ja ich nie doświadczyłam, więc możliwe, że to tylko mity. Najpopularniejsza z takich hipotez dotyczy rzekomego uzależnienia od oddawania krwi. U siebie nie zauważyłam takich objawów. Miałam dłuższe przerwy i mi tego nie brakowało. Plusów jest więcej i pewnie dlatego wciąż jestem dawczynią. Przede wszystkim, mój pierwotny cel, tj. pomoc potrzebującym. Dużo się na codzień mówi o pomaganiu innym, ale pomijając organizacje charytatywne, które oczekują zwykle dóbr materialnych, realnych sposobów pomocy jest niewiele. Oddając krew pomagam ludziom w sytuacjach kryzysowych, w których każdy się może kiedyś znaleźć. Lepiej rannemu podawać krew od honorowych dawców - przebadaną i sprawdzoną - niż daną w ostatniej chwili np. od członków rodziny. Dzięki oddawaniu krwi moja krew jest regularnie i specjalistycznie badana. Można tym sposobem wykryć wiele chorób, w tym część takich, w przypadku których czas wykrycia ma duże znaczenie. O tym, jak bardzo szczegółowe są te badania przekonałam się, jak wykryli mi we krwi, że byłam lekko przeziębiona - sama nawet o tym nie wiedziałam. Dokładnej listy chorób, które można wykryć w krwi nie znam, ale pewno można ją znaleźć w necie. Oddawanie krwi wzmocniło moją odporność. Obok całorocznego wysiłku fizycznego na powietrzu, to druga hartująca mnie czynność. Po trzech lub czterech pierwszych razach przeziębiłam się. Później, nie tylko nie dostawałam kataru i bólu gardła, ale też w ogóle się mocniej uodporniłam. Szczerze mówiąć, ostatni raz porządnie chora (tj. katar, kaszel, ból gardła i tydzień w domu) byłam ponad 6 lat temu. Osobistym plusem jest dla mnie stan świadomości, który zyskuję w następstwie utraty pół litra krwi. Zwiększony dystans do świata, obojętność, dobry humor i poczucie pozwalania sobie na tymczasowe odpuszczanie obowiązków. Taki rodzaj odlotu. Krwiodawca otrzymuje zresztą na dany dzień zwolnienie z pracy. Ostatnim, istotnym dla mnie plusem honorowego krwiodawstwa jest 8 czekolad z zaleceniem porządnych posiłków. Rzadko kiedy mam taki apetyt i jestem w stanie aż tyle zjeść, co w trakcie trzech dni od oddania. Myślę, że każdy sam powinien zdecydować, czy chce oddawać krew. Osoby, które tego nie czynią na pewno nie są w niczym gorsze. Honorowe krwiodawstwo to taka supererogacja.
czwartek, 08 marca 2007
Studia na filozofii
I Cudnie! To nie liceum. Inteligibilności, immanencje, transcendentalia. Żywe dyskusje, łapiemy rzeczywistość za nogi. Wyluzowani prowadzący, ten nosi glany, tamten pijany. Wszyscy mądrzy, wyjątkowi - doktorzy, habilitanci, profesorowie. Zwyczajni, nadzwyczajni, niesamowici, kosmici. Mówią na Pani, ech, jaki awans. Nie ma klasówek, idą kolokwia. Trzy terminy, sesja. Trochę czasu z życiorysu. Nieprzespane noce, litry kawy, wieczorne spotkania, których nie ma. Czy zdamy? Wspólnie się spijemy. Będzie dobrze. Jest pięknie. Żal patrzeć na kolegów ze szkolnych ławek ogólniaka, poszli na inne kierunki, albo do pracy. II Przyszły kocurki, zlęknione, wesołe. Mleko pod nosem, śmierdzą ogólniakiem. Po sesji odpłynie połowa. Na naszym roku wesoła gromada. Zwarci, gotowi, wspólnie pijani. Strach już minął, raczej nie wyrzucą. Znamy te mury, czujemy się pewnie. Delektujemy studiowanie budząc się rano w akademiku. Jak to "już lecisz"? To umiesz fruwać? W autobusach trudno nas nie rozpoznać. Wykładowcy z pierwszego roku wyglądają jak przedszkolanki. Przed nami prawdziwe schody, koniec zabawy. Jesteśmy myślicielami - czas zacząć myśleć. III Rok ekstermalny, multum godzin. Najtrudniejsze przedmioty, ciągła nauka. Zaliczymy, to jedną nogą jesteśmy magistrami. Potem tylko pańszczyzna i praca dyplomowa. Czas pierwszych seminariów. Analityczne, magisterskie. Już nie imprezujemy tak dziko, dorośliśmy. Półmetek, połowinki. Znamy się bardzo dobrze. Jeśli mówimy przyjaciele, to o sobie. Par się porobiło, niektóre powymieniane. Trzeba zorganizować wakacje. IV Najtrudniejsze za nami. Rozbijamy się na podgrupy, nowi znajomi, naukowe środowiska. Rozchodzimy się do katedr, w każdej inny dyskurs. Za nami pierwsze konferencje. Mam napisać artykuł. Po co? Prezentować wypociny pisane dla zaliczenia zajęć? W jakim celu? Aha, rozumiem, no tak. Zawodowy filozof powinien publikować i jeździć na konferencje. Trzeba się wdrażać. To widać. Na zjazdach połowa śpi, reszta czeka na obiad. Jedni mądrzejsi od drugich. Na nas zjazd robi wrażenie. Referaty czytamy z kartek, bo trema ogromna. Poznajemy ludzi z innych ośrodków, pijemy. Imprezy wyższego rzędu. Prawimy o egzystencji i sytuacjach granicznych. Ideały upadają. Coraz więcej osób, zaczyna zastanawiać się, po co tu studiują. Niektórych już nie ma. Nie znaleźliśmy prawdy, ani przyszłości. Brzask końca studiów na horyzoncie. Jutro wyjdziemy na świat, tylko z czym? V Większość z nas myślami po studiach. Będzie ciężko. Wykształcenie nieprzydatne. Jesteśmy niepotrzebni. Dzisiejsza filozofia to zabawa. Wstyd czymś takim zajmować się w dorosłym życiu. Na imprezach nie rozmawiamy już o abstrakcjach. Lepiej o pracy, ślubach, cenach mieszkań lub planach na przyszłość. Jedni wykorzystują ostatnie chwile błogiego, studenckiego życia. Inni, przerażeni brakiem perspektyw, zdobywają cenne, doświadczenia zawodowe. Siedzimy w gównie, jak koniki polne w listopadzie.
wtorek, 06 marca 2007
Ateizm
Ateizm, czyli wiara, że nie ma Boga, jest uzasadnionym stanowiskiem. Osoby je zajmujące często jednak wiarę w dogmaty uważają za głupotę i wyraz zacofania. Nie zauważają jednak, że ten kij ma dwa końce. Istnienie Boga nie jest ani udowodnione, ani zaprzeczone - inaczej trudno by mówić o wierze. Jeśli więc ktoś twierdzi, że Boga nie ma - jest takim samym dogmatystą, jak osoby wierzące w jego istnienie. Czyli przyganiał kocioł garnkowi
sobota, 03 marca 2007
Diety odchudzające 2, forever
Na początek jakaś Pani Halinka z Pomorza. Chciała trochę zrzucić po urodzeniu dziecka. Niestety, diety cud zawiodły, nastąpił efekt jojo ( „j0j0”, „Yo-yo”?) i teraz zamiast 55, waży 94kg. Pani Halinka zostaje podkreślona ogólno-koniecznym prawem naukowym, zgodnie z którym na 100 osób próbujących schudnąć, efekt yo-yo zbiera żniwo 96-98 dusz (tkanek). Nie jest, w takim razie, dobrze. Diety cud nie działają, fałdy fałdują, no i jeszcze to okropne jo-jo. Następnie, w ramach wbijania gwoździ do trumny, prawo naukowe zostaje uzasadnione. Otóż wiadomo, że kto nie żre, ten głodny, a kto długo nie żre, ten bardziej głodny. W końcu, na diecie 1000 kalorii złożonej z produktów bez kalorii człowiek traci wszystkie mięśnie i uzyskuje na wadze liczbę-cud. Dobra wiadomość. Pojawia się obrazek jakiś hydraulików w białych fartuchach, którzy z pełną powagą i fachowością dumają nad jakimś rentgenem – zapewne osoby, która schudła dietą 1000kcal. Szczęśliwa kobieta, która dotarła do wymarzonej wagi może porzucić dietę cud i jeść normalnie, ponieważ wedle specjalistycznych tabelek waży tyle ile powinna. Znowu może przyjmować pokarm. Gdy tylko zaczyna pospolite szamanie, znienacka nadchodzi jajo. Wszystko na marne, nie ma ratunku. Diety są krótkotrwałe, o nie! Co zrobić?! Dobrze, żeby z boku gdzieś było zdjęcie roznegliżowanej kobiety o zaokrąglonych kształtach – oczywiście smutnej i wymęczonej, prawdopodobnie dopadł ją efekt yoyo. Następna część informacji jest już pozytywna. Dieta jest prosta i nie wymaga jakiegoś nieludzkiego wysiłku (ufffffffffff). Wystarczy jeść odpowiednie produkty w odpowiednich ilościach (Kolumb by tego lepiej nie odkrył!), wtedy metabolizm się przyspieszy w konsekwencji czego organizm spali dziennie dodatkową ilość kalorii równą trzydziestu minutom siłowni, czterdziestu dance floru, czy trzem godzinom w solarium. Sensowne, ogólne, przekonujące. W sumie wydaje się, że już wszystko jasne. Problem rozwiązany. To jednak nie koniec, bo jest jeszcze takie malutkie ALE... ALE to ALE, to ALE przyspieszenie przemiany materii, pomimo iż dokona się dzięki odpowiedniemu odżywianiu potrzebuje koniecznie, chociaż wcale nie potrzebuje, TEGO. Czym jest TO? Na razie nie wiadomo. Ale spokojnie. Chwila przerwy, czas na wyniki badań. Tak, najnowsze badania (z wczoraj) przeprowadzone przez 0IQWSHE udowodniły, że współczesna żywność, nawet ta zdrowa, jest niezdrowa. Utrudnia spalanie. Nie jest różowo. Na szczęście jest na to sposób – oczywiście też wykazany w obiektywnych badaniach zespołu wesołych hydraulików w białych fartuchach. Żywność jest zatruta genetycznie przez producentów. Nie ma znaczenia, czy jesz warzywa z owocami, czy cukier ze smalcem, więcej rano, czy też więcej wieczorem! I tak będziesz gruba, bo żywność jest genetycznie skażona (GENETYCZNIE!!! G E N E T Y C Z N I E ! ! !). No chyba, że ją odkazisz. Na to jest jednak tylko jeden sposób. Potrzebujesz TEGO! Jedynego i naturalnego TEGO! Gdzie można kupić TO? Jej, jakie to szczęście! Akurat tutaj jest taka możliwość. Tutaj i tylko tutaj można kupić TO! I TO w promocji! Jakaś przekreślona liczba przytłoczona mniejszą. Tylko TO – w opakowaniach po: - 30 tabletek (small-TO), - 60 tabletek (medium-TO), - 90 tabletek (TO-TO), - 500 tabletek (TO-JEST-TO) - 1410 tabletek (GRUNWALD-TO) Wyskakuje teraz w kółko pełno nagłówków różnych czcionek i kolorów głoszących sentencje godne największych myślicieli! „Teraz schudniesz na zawsze”, „nigdy więcej YOYO”, „nigdy więcej OYOYOYO”, „pieniądze szczęścia nie dają, daje je TO”, „zjadasz normalny posiłek i połykasz kapsułkę, tłuszcz znika sam”, „Boga nie ma, jest TO”, „dozwolone od lat 7”. Dalej, w mnogości migających bez ładu i składu haseł, wyłania się jakaś tabelka – co to? Ano oczywiście – udokumentowane profesjonalnie i naukowo efekty działania TEGO. Nikt już nie może wątpić w siłę i skuteczność niebiańskich tableteczek. Oto Pan Czesław z Badylowa siedzi z głupim uśmiechem na rowerku treningowym. Ręcznik do ocierania potu wisi mu zawodowo na ramieniu. Jest szczęśliwy i lekki. Obok zdjęcie jakiegoś murzyna. Z podpisu wynika, że to Pan Czasław miesiąc wcześniej – przed kuracją TYM. Świetnie! Ale co z kobietami? Nie ma się co martwić. Pani Marta z Kutasówki Wielkiej, matka trojaczek i sześcioraczek, widnieje na dwóch zdjęciach. Na jednym, które na środku oznaczone jest jako „przed”, siedzi bokiem, w obcisłej bluzie na jakimś rowerze. Sadło się leje, mina nieciekawa. Na drugim zdjęciu – „po” (musztardzie?) – Pani Marta jest uśmiechnięta. Ma na sobie bikini i leży na plaży, świeci przy tym swoimi jędrnymi (już) pośladkami. W sumie to jakaś inna Pani Marta, ale – jeśli ale to ALE, a jeśli ALE to TO! Na koniec dowód zwei i nie ma już żadnych wątpliwości – listy od zadowolonych klientów. „...preparat stosowałam 6 miesięcy i straciłam już 24 kg. Musze przyznać, że działa wyśmienicie. Nie muszę się katować żadną dietą, zjadam zwyczajne porcje i jem to, na co mam ochotę; oczywiście w granicach rozsądku. Bardzo jestem zadowolona z faktu, że zdradzam męża...” „Witam Państwa! Mam na imię Żaneta i mieszkam w małej miejscowości w okolicach większej. TO zakupiłam 14 miesięcy temu. Na początek wzięłam 1 opakowanie, a potem 2. Następnie kupiłam 3 i w końcu 4. Robię lody przy S8.” „Dzień dobry, nazywam się Lechosław. TO pozwoliło mi schudnąć 75 kg. Dzisiaj ważę 0 i leżę na Powązkach” TO działa i TO musisz mieć – musi mieć je każdy, i musisz Ty mieć też! Wszyscy i zawsze muszą się odchudzać, chudnąć jest dobrze, z dietą się nie nudzić! Viva la TO! Zalecenie: aby TO mogło działać prawidłowo należy podczas kuracji: chodzić na fitness 3x dziennie, przyjmować nie więcej, niż 1000 kcal na dobę i lewatywować.
piątek, 02 marca 2007
czwartek, 01 marca 2007
Idioci 4, refren
W domach, biurach, urzędach, szkołach, autobusach, tramwajach, sklepach – wielki gniew. Nerwowa ludzka tkanka, jedna morda fioletowa, druga biała. Inwazja depresji, frustracji i agresji. Bezsensowne kłótnie, bijatyki. Wyzwiska od najgorszych, pozbawianie godności, brak szacunku dla otoczenia. Znerwicowani, spięci, zapędzeni, przemądrzali, zagubieni, ponurzy, zadufani, niemili, spoglądający z góry. Ogólna „drażliwość”, efekt ciągłych krętactw i nieuczciwości. Ucieczka od autorefleksji w migające światełka. Pustka nie pozwalająca znaleźć prawdziwej radości. Wszystko na chwilę, wszystko w porównaniu do innych, chwilowy rechot okupowany beznadzieją. Dużo zabawek, mało zabawy. Wszystko płytkie, nawet cyferki.
poniedziałek, 26 lutego 2007
Politycy
Przydałaby się wielka sala, najlepiej w podziemiach jakiegoś domku. Odseparowana od świata, bez okien i dźwiękoszczelna. Tam położyłabym wielki metalowy stół, taki, żeby można przykuć i unieruchomić polityka. Z rękoma rozłożonymi w pozycji – na krzyża, nadawałby się świetnie do wymierzania sprawiedliwości społecznej. Na początek zajęłabym się odpowiednią dietą, ponieważ większość rządców, przez zbyt wielki ciężar na barkach dla dobra ludu, ma problemy z nadwagą. Dlatego dla dobra polityka, jadłby 2x dziennie. Serwowałabym różnorakie dania: psie odchody, paznokcie, mrówki, karaluchy, wymioty i wyciąg z szamba. Twardsze kawałki pożywienia miksowałabym w odbycie polityka. Na szczęście większość politycjan ma zapewne solidnie rozepchane pośladki, więc nie byłoby problemu. Obok diety wzmocniłabym polityka chemicznie – w końcu fundują nam chemiczną żywność i życie! Wstrzykiwałabym mu codziennie wiązankę środków silnie uzależniających. Od kofeiny, przez media, po kokainę. Oczywiście w takich porcjach, żeby go czasem nie zabić – bo zabójstwo, samobójstwo, eutanazja – to grzech śmiertelny, a fe! Dla zabicia nudy dałabym politykowi zajęcie. Politycy ostatnio, chciwi na eurodeputację, uczą się języków. Mój polityk miałby każdego dnia (oczywiście przybity do łóżka) nauczyć się 200 słówek z jakiegoś popularnego języka np. starocerkiewno-słowiańskiego. Wieczorem sprawdzian, a jeśli nie zaliczy, to kara – chłosta hantlami oraz dokładka na kolację; jedząc przez metalową rurkę (no gęsi mogą, to politycy nie?), wchłonąłby wszystko. W dalszej fazie dałabym upust swoim ambicjom chirurgicznym. Zaopatrzyłabym się w zestaw młodego lekarza (w Castoramie), a dzięki grubym rękawicom mogłabym operować osobiście! Na początek, na wszelki wypadek, spróbowałabym wykastrować polityka – tak, żeby czasem już następny po nim nie powstał. Jeśliby się nie wykrwawił (no złotą rączką to ja nie jestem), mogłabym go dalej naprawiać. Na początek usunęłabym mu stopy; przestałby tak biegać z partii do partii. Gdyby przeżył, umiałby już 30% swojego nowego języka. Następne poszłyby pod nóż dłonie, bo wiadomo – ręka rękę myje, tu da w łapę, tam w nią weźmie – same problemy. Dla dobra polityka obcięłabym mu obie. W dalszym etapie kuracji spryskałabym mu kwasem oczy – skoro legalnie działa Nasza telewizja. Na noc, żeby mu się lepiej spało kładłabym mu koło uszu włączone wiertarki – zafundowali nam takie wspaniałe, kosztujące krocie, bloki, że jak sąsiad chrapie, to ja spać nie mogę. Obcięłabym język, żeby już tyle bezsensownie nie mielił. A w komplecie do języka powybijałabym zęby – są tacy agresywni, a tak już nikogo nie pogryzą. Ogłupionego, bez dłoni, stóp, wzroku, słuchu, języka, zębów i narządów płciowych, wyuczonego starocerkiewnego, odchudzonego i zatrutego toksynami polityka wypuściłabym na wolność. Niech wraca sobie do sejmu. Dużo nakradł, więc kasę ma – a przecież szczęście można kupić :)
poniedziałek, 19 lutego 2007
Idioci 2, esencja głupoty
Osoba tchórzliwa, uzależniona, uboga, powoli myśląca, czy słabsza fizycznie nie reprezentuje jeszcze, z powodu posiadania owych przymiotów, żadnej odmiany idioty. Przez całe życie można je mieć, nawet wszystkie naraz i w żadnym stopniu nie być kretynem. Istotą idiotyzmu jest nieuczciwość. Jest jego źródłem i własnością każdego z idiotów. Czym jest nieuczciwość? Jest to pojęcie używane w języku potocznym, przez co jest dosyć nieostre. Ja osobiście, mówiąc, że jest ono cechą istotną idioty, rozumiem je w poniżej opisany sposób. Człowiek postępuje nieuczciwe, gdy jest świadomy, że tym, co robi wyrządza jakąkolwiek krzywdę komuś niewinnemu – nawet jeśli poszkodowany traci bardzo niewiele lub jest osobą nieokreśloną lub nieznaną sprawcy. Przy tym – poprzez osobę niewinną rozumiem tutaj kogoś, kto jawi się w świadomości krzywdzącego jako nie zasługujący na czynione mu zło. Okradzenie, zabicie, czy wyprowadzenie kogoś w pole nie jest nieuczciwym, jeśli uważamy, że mu się to należy. Czy kastrując gwałciciela krzywdzi się go tym w sposób nieuczciwy? Odpowiadanie agresją na agresje może nie być działaniem właściwym, czy przynoszącym na dłuższą metę korzyść, ale nie wydaje mi się być czymś nieuczciwym. Wyrzuty sumienia mogą mieć dwa skutki. Po pierwsze mogą sprawić, że odczuwająca je osoba przeprosi za wyrządzoną krzywdę i postanowi więcej tak nie postępować. Drugi skutek jest przeciwstawny. Krzywdzący może przekonać siebie, że postąpił słusznie. Dzięki uporczywej racjonalizacji, popieranej przez najbliższe otoczenie, stereotypy i jakieś pseudo-mądrości, może przekonać siebie, że działał słusznie. Wmówić sobie, że ten rzekomy niewinny był w rzeczywistości winnym i mu się należało. Pierwsza racjonalizacja jest najtrudniejsza. Potem jest coraz łatwiej. Na początek pod nóż mogą pójść osoby będące w podobnym stosunku "winy" do początkującego idioty, co pierwsza ofiara. O tym, dlaczego nieuczciwość oraz, wynikające z niej, oszukiwanie siebie czynią człowieka idiotą innym razem. Na koniec taka moja obserwacja. Dlaczego jeśli mówię lub piszę, że niesprecyzowaną większość ludzi stanowią kretyni, to pojawia się agresywna grupa, która grożąc lub obrzucając inwektywami tłumaczy, żeby nie nazywać ich w ten sposób? :D |
Zakładki:
:)
Modne
Zzz... czyli linki
|